Lombard / Małgorzata Ostrowska

Muzyka polska od big beatu aż po dzień dzisiejszy...

Lombard / Małgorzata Ostrowska

Postprzez Nemesis » Wt gru 10, 2013 12:03

Obrazek

Kolejny polski zespół z gatunku tych wielkich grup polskiej muzyki rockowej...
Powstali w 1981 roku w Poznaniu,poczatkowo pod nazwą Skandal i już miesiac po powstaniu nagrał dla Radia Szczecin trzy utwory: "Bez zysków, bez strat", "Komu cichy płacz" i "Błądząc, wędrując"... Szczególnie ten pierwszy zystkał aprobatę słuchaczy...
Na początku w grupie było aż troje wokalistów... Małgorzata Ostrowska , Grzegorz Stróżniak i Wanda Kwietniewska... Można sie spierać który głos był najlepszy (ja najbardziej lubię Ostrowską) jednak trzeba przyznac że cała trójka dodawała swoim wokalem niesamowitego koloru kompozycjom zespołu...
W roku 82 piosenkami "Droga pani z TV" czy "O jeden dreszcz" zespół zaprezentował się szerszej publiczności i zaczął swoja drogę w górę... Warto przypomnieć że na początku 1982 roku w dniu inauguracji radiowej "Trójki" (po przerwie spowodowanej Stanem Wojennym) , na tej antenie został wyemitowany utwór "Przeżyj to sam", który po dwóch dniach został zdjęty z emisji przez cenzurę. Został do dziś jednym z największych przebojów zespołu, mimo że praktycznie nie zaistniał na listach przebojów. Wkrótce po zdjęciu z anteny "Przeżyj to sam", bo jeszcze w kwietniu tego roku, zespół nagrał pod presją stworzenia kolejnego potencjalnego przeboju piosenkę "Nasz ostatni taniec".
W 1983 roku Lombard wydał swoja pierwszą płytę "Śmierć dyskotece" Już okładka wzbudziła zainteresowanie...zawartość muzyczna także prezentowała sie swietnie... Wspomniane wyżej piosenki o pani z telewizji i śpiewane przez Kwietniewską "O jeden dreszcz" , prócz tego wspaniały "Taniec Pingwina na szkle" ,świetne "Rdza" , "Koszmarna kołysanka" , "Gwiazdy rock'and'rolla" , "Mniej niż nic" i niemal hard rockowy "Stary ból" rewelacyjnie wykrzyczany przez Ostrowską to najsilniejsze wg mnie punkty płyty... Nie znalazły się za to na niej "Przeżyj to sam" i "Ostatni taniec" :shock:
W międzyczasie Wanda Kwietniewska opusciła Lombard, aby wkrótce założyć własną grupę Banda i Wanda.
Zespół jednak nie zwalniał tempa i wkrótce ukazała sie jedna z najlepszych płyt "na żywo" w historii płyta "Live"... tam wreszcie znalazły sie obie pominiete na debiucie piosenki... Oprócz nich kapitalne "Kto mi zapłaci za łzy" , "Znowu radio" i hołd oddany Henrixowi - "Bye Bye Jimmy"... W Krajowym Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu zespół zdobył Nagrodę Publiczności, a Grzegorz Stróżniak otrzymał II nagrodę w konkursie Jury za kompozycję "Szklana pogoda" ,do której teledysk był jednym z najczesciej pokazywanych w TV clipów...
To tylko dało kopa zespołowi i w 84 roku ukazały się kolejne płyty...."Wolne od cła" i "Szara maść"...płyty dojrzałe...z kompozycjami które do dziś powodują u mnie ciarki - "Dwa słowa dwa światy" , "Adriatyk" , "Stan gotowości" , "Szara maść"...
Następna płyta "Anatomia" była dla mnie ostatnia płyta,która była dla mnie prawie w całości dobrych...W zespole coraz częsciej dochodziło do kłótni i nawet takie hity jak "Mam dość", "Kryształowa" i "Gołębi puch" nie potrafiły zatrzymać powolnego zjazdu po równi pochyłej Lombardu... Zespół na pół roku zawiesił działalność... po pewnym czasie doszło do rozłamu... Pojawiły się co przawda jeszce takie hity jak "Mr of America" czy "Jej głos po tamtej stronie" ale wkrótce.. odeszła Ostrowska...zespół już w latach 2000 powrócił z nową wokalistką Marta Cugier...która mimo ze głos ma ciekawy...nie dorównuje Małgorzacie Ostrowskiej... Zespół nagrał z nia dwa albumy : "Deja'Vu" i "Show Time'...jednak to juz nie przypomina tego Lombardu który był na szczycie w latach 80....
Avatar użytkownika
Nemesis
Expert
Expert
 
Posty: 1575
Dołączył(a): Śr lis 27, 2013 12:57
Lokalizacja: póki co Łowicz

Postprzez » Wt gru 10, 2013 12:03

 

Re: Lombard

Postprzez Athena » Wt gru 10, 2013 16:41

Lombard dla mnie to tylko z Malgosia Ostrowska.Jakos Struzniak jako wokalista mi nie lezy moge go posluchac w jednym utworze "Ostatni taniec".Natomiast Malgosia to nieprzecietny talent wokalny "Mr.of America" "Gołebi puch" "Szklana pogoda"to moje faworytki Lombardu.Po odejsciu Malgosi zespol jak dla mnie podupadl.Warto siegnac do solowych plyt M.Ostrowskiej ja polecam utwor "Tak jak pierwszy raz" wykonanie jak w starym dobrym Lombardzie.
Obrazek
Avatar użytkownika
Athena
Moderator
Moderator
 
Posty: 688
Dołączył(a): Śr lis 27, 2013 15:54
Lokalizacja: Kraków

Re: Lombard

Postprzez Smoczysko » Cz gru 12, 2013 15:23

Ja też lubie Małgorzatę Ostrowską. Lombard z innym wokalem to już nie to. Uwielbiam Szklana Pogoda, Bez pożegnań i Mam dość. Pamiętam że jak kiedyś oglądałam Akademię Pana Kleksa to chyba w którejś części Małgorzata się pojawiła. Niestety to było bardzo dawno :oops:
Lubie też jej solowe piosenki takie jak Lawa i Cisza jak dziś.Nie cierpię za to smętnego Przeżyj to sam
Ostatnio edytowano Cz gru 12, 2013 19:08 przez Smoczysko, łącznie edytowano 2 razy
Smoczysko
 

Re: Lombard

Postprzez Nemesis » Pt gru 13, 2013 07:00

"Przeżyj to sam" to kultowy kawałek...znielubiony przez wielu przez radiowe stacje,które jak sie na coś uwezmą to nie maja umiaru... Ostrowska solo mnie tez sie podoba...szczególnie płyta "Alchemia"...ale zdecydowanie wolę Ostrowską w Lombardzie.. W "panu Kleksie", w "Podróżach Pana Kleksa" zaśpiewała piosenki "Podróż w krainę baśni" i "Meluzyna"...
Avatar użytkownika
Nemesis
Expert
Expert
 
Posty: 1575
Dołączył(a): Śr lis 27, 2013 12:57
Lokalizacja: póki co Łowicz

Re: Lombard / Małgorzata Ostrowska

Postprzez alchemia » Wt wrz 09, 2014 09:27

Wywiad z Małgosią Ostrowską :)

Zawsze idzie Pani przebojem przez życie?
- Absolutnie nie, chyba nawet dosyć rzadko. (śmiech)

Sprawia jednak Pani wrażenie kobiety, która idzie przez życie jak burza?
- To tylko pozory. I być może projekcja, wyobrażenie, jakie ludzie mają na mój temat. To, jak mnie odbierają na scenie, przenoszą do mojego życia osobistego. Na scenie tryskam energią, jestem chodzącym żywiołem. W życiu codziennym niezupełnie. Życie zawodowe artysty nie zawsze jest jednoznaczne z życiem prywatnym. Czasami jedna część życia dopełnia drugą.

Jest Pani uznawana za jedną z najbardziej charyzmatycznych wokalistek polskiej sceny muzycznej...
- Bardzo mi miło i cieszę się, jeśli tak postrzega mnie publiczność. To dla artysty, bez względu na to w jakiej dziedzinie funkcjonuje i tworzy, ogromny komplement.

Czym według Pani jest charyzma?
- Charyzma to coś, co porusza ludzi. Charyzma jest siłą, składającą się z kilku cech charakteru i umiejętności, które dopiero razem tworzą osobowość, przyciągającą innych ludzi. Charyzmatyczna osoba potrafi zaprezentować się w odróżniający ją od reszty sposób. Potrafi przyciągnąć do siebie uwagę tłumu.

Przy Pani charyzmie scenicznej płyta koncertowa wydaje się być naturalną decyzją...
- Wiele lat marzyłam o tym, by wydać solową płytę - płytę koncertową, ale przez wiele lat wytwórnie, manager i ludzie z branży odradzali mi ten pomysł. Wszyscy twierdzili, że takie wydawnictwa są bardzo niekomercyjne. Teoretycznie płyty koncertowe się nie sprzedają, a radia nie puszczają kawałków z tych albumów. Mimo to stwierdziłam, że pora tupnąć nogą i trzeba wreszcie zrobić to, na co mam ochotę. Poza tym, cały czas wierzę, że ten album się sprzeda. Podobno na Zachodzie, w Ameryce wraca moda na płyty koncertowe. Jest przesyt produkcji studyjnych. Prawdopodobnie słuchaczom znudziły się plastikowe brzmienia. Chcieliby trochę prawdy. Wierzę, że i w Polsce sytuacja się zmieni.

Na Pani ostatniej płycie pojawiają się fantastyczni goście: Cugowski, Sobczak, Jackowski. Dlaczego oni?
- Piotr Cugowski ma nieprawdopodobny głos i niesamowitą, nieokrzesaną energię rockową. Taką, która mnie natychmiast inspiruje i prowokuje do podobnej odpowiedzi. Jego wykonanie „Tańca pingwina na szkle" totalnie mnie powaliło. Uważam, że jest to w tej chwili być może najdoskonalszy głos na polskiej scenie muzycznej. Znamy się od wielu lat. Zresztą, wszyscy moi goście zaproszeni są po linii przyjaźni. Dłuższej albo krótszej.

Czyli nie istniał żaden klucz doboru gości?
- Nie. Choć w sumie mogę powiedzieć, że kluczem było moje zamiłowanie do ekstremalnych emocji. Z jednej strony Piotr Cugowski, z drugiej Maciej Sobczak i jego bluesowa nostalgia, melancholia. Marek Jackowski to chyba najbardziej zaskakujący gość na tym koncercie i płycie. Przez całe lata 80. i 90. przemierzaliśmy Polskę wzdłuż i wszerz i nigdy nie spotkaliśmy się w realu. Stało się to dopiero w grudniu ubiegłego roku, gdy wylecieliśmy do Stanów, zaproszeni do zupełnie innego projektu. Właśnie w Ameryce powstał pomysł napisania wspólnie piosenki. Tak narodził się utwór „Po niebieskim niebie”, który był pierwszym singlem promującym płytę. Piosenka powstawała w wirtualnej przestrzeni, bo Marek mieszka we Włoszech, ja w Polsce, więc spotykaliśmy się na skypie. Ponownie zobaczyliśmy się dopiero przed koncertem w radiowej Trójce. To niezwykle urokliwy człowiek. Oprócz ogromnego szacunku do jego dokonań, mam do niego ogromną sympatię. Czwarty mój gość to wulkan energii, niekończące się źródło pomysłów - Robert Friedrich, działający pod pseudonimem Litza. Znamy się wiele lat. Zdarzyło się nam współpracować jeszcze w czasach jego grania z Acid Drinkers. Przyjaźnimy się prywatnie. Mieszkamy w tej samej miejscowości pod Poznaniem - w Puszczykowie. Spotykamy się też poza muzycznie, choć niestety rzadko. Z Litzą graliśmy na tym samym koncercie i grzechem byłoby nie skorzystać z takiej okazji. Tym bardziej, że deklaruje się jako pasjonat tamtych czasów, czasów „Szklanej pogody”, którą zresztą z nami zagrał. Niestety, nie udało nam się jej zamieścić na tym wydawnictwie.

Zawsze jednak, nie oszukujmy się, będzie Pani kojarzona z wielkim hitem Lombardu „Szklana pogoda”. Ten utwór to Pani szczęście, czy raczej przekleństwo?
- Na pewno szczęście. Myślę, że wielu wykonawców chciałoby mieć w swoim repertuarze utwór, który przez wiele lat tak jednoznacznie będzie się z nimi kojarzył. Oczywiście, są chwile, kiedy mam już dość „Szklanej pogody", bo chciałabym, żeby publiczność poznała i pokochała także inne moje piosenki, ale nie mogę się zżymać, ponieważ pracowałam na to całe lata.

Jeszcze jako dziecko pamiętam Panią z kultowego filmu „Podróże Pana Kleksa”, gdzie jako królowa Aba śpiewała Pani „Meluzynę”.
- Kiedy tam grałam, to nie miałam świadomości, że powstaje kultowy film, bo ten kult tworzył się przez lata. Poza tym, powiem szczerze, Brzechwę uwielbiam, ale w małych formach. Gdy czytałam „Akademię Pana Kleksa" nie zrobiła ona na mnie żadnego wrażenia. Dziś, po tak długim czasie, cieszę się, że zagrałam w filmie, który według mnie jest fenomenem. Nie ma w nim żadnych efektów specjalnych, stosuje najprostsze środki, a mimo to stał się kultowy i ponadczasowy, uwielbiany przez najmłodszych.

Cofnijmy się na chwilę do początków Pani muzycznej kariery. Swoje pierwsze kroki stawiała Pani w big bandzie Koliber...
- To był big band działający przy szkole muzycznej, do której uczęszczałam mając 11-12 lat. Przyprowadziła mnie do niego moja starsza siostra. Wyjeżdżała wtedy do Koszalina i oznajmiła, że teraz ja będę ją zastępować i śpiewać w zespole. I prawdę powiedziawszy nie miałam wtedy za wiele do powiedzenia. Nie chciałam jednak wiązać swojego życia z muzyką. Marzyłam o karierze biologa. Zdawałam na studia biologiczne, ale się nie dostałam. Dziś mówię, że na szczęście! Później podjęłam naukę w poznańskim Studiu Sztuki Estradowej. Tam, razem z Wandą Kwietniewską, Grzegorzem Stróżniakiem i Andrzejem Sobolewskim, stworzyliśmy grupę wokalną Vist, z której później powstał zespół Lombard.

Ładuje Pani akumulatory we wspomnianym wcześniej Puszczykowie. Przyznaję, piękne miejsce. Miałam okazję odwiedzić je w listopadzie. Ma swój urok.
- Tak, tam odpoczywam, regeneruję siły i ładuję akumulatory. Tam czuję się lepiej, bo życie ma wymiar bardziej normalny, ludzki. Na pewno łatwiej byłoby mi działać zawodowo mieszkając w stolicy, ale z mojego punktu widzenia ten wielkomiejski świat jest sztuczny, zbyt zabiegany, wykreowany przez ludzi i zachłanny. Wolę mieszkać w Puszczykowie, w pewnym oddaleniu od świata, rezygnując z jednych rzeczy, ale zyskując zupełnie inne, które są dla mnie ważniejsze.

W jednym z wywiadów wyczytałam, że jest Pani fanką drapieżnych fryzur...
- To prawda. Myślę, że w pewnym sensie odzwierciedlają one mój charakter. Zawsze sama decydowałam o tym, co będę miała na głowie. Kiedyś nie było stylistów czy kreatorów fryzur. Artysta tworzył sam swój wizerunek sceniczny. Sama obcinałam sobie włosy, farbowałam. Nawet ciuchy sobie sama szyłam. Lata 80. i 90. były naprawdę fajne, ciekawe, kreatywne.

Czy kiedykolwiek zwątpiła Pani w to, co robi?
- Niejednokrotnie. Bardzo często artyści miewają momenty zwątpienia, tzw. kryzysy twórcze. W swojej karierze miałam takie, które trwały kilka miesięcy, ale i takie, które sprawiły, że znikłam ze sceny na kilka lat.

Powroty są trudne?
- Bardzo, czasami wręcz niemożliwe. Mnie akurat przydarzył się bardzo udany powrót, ale wcale tak nie musiało być. (śmiech)

Kobiece słabostki?
- Buty. Mam ich sporą kolekcję, a wśród nich kilkanaście par, których nigdy nie miałam na sobie i być może nigdy ich nie założę.

ikmag.pl
alchemia
 

Postprzez » Wt wrz 09, 2014 09:27

 


Powrót do Polskie Nuty



Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość