Filmy Juliusza Machulskiego

Wszystko co dotyczy X muzy... o ulubionych filmach (nie tylko fabularnych) ,kultowych serialach oraz o tym co warto zobaczyć i co nowego w świecie filmu...

Który film Juliusza Machulskiego lubicie najbardziej?

Vabank
6
21%
Seksmisja
5
18%
Kingsaiz
1
4%
Killer
2
7%
Pieniądze to nie wszystko
3
11%
kołysanka
0
Brak głosów
AmbaSSada
2
7%
Vinci
4
14%
Ile waży Koń Trojański
5
18%
Inny
0
Brak głosów
 
Liczba głosów : 28

Filmy Juliusza Machulskiego

Postprzez Nemesis » Pn mar 10, 2014 22:19

Przed kilkudziesięcioma minutami obejrzelismy z Atheną "AmbaSSadę", najnowszy film Juliusza Machulskiego... faceta znanego z tego ze wiekszość jego filmów jest prześmieszna i naszpikowana aluzjami,których nie potrafili rozszyfrować "najmądrzejsi cenzorzy " PRL-u :lol:
Osobiście uwielbiam tego reżysera za humor,który podobnie jak u Barei sprawia ze wiele jego filmów stało sie kultowymi...
Do ankiety wybrałem subiektywnie 9 filmów,które mnie najbardziej śmieszą i które moge "łychami jeść...jak tort"...dziesiąta pozycja to film,który lubicie ,a nie ma go na liście... Zapraszam do wyboru najlepszej produkcji Juliusza Machulskiego... Można głosować na trzy propozycje... Ja wybrałem...

Obrazek

Obrazek

Obrazek
Avatar użytkownika
Nemesis
Expert
Expert
 
Posty: 1575
Dołączył(a): Śr lis 27, 2013 12:57
Lokalizacja: póki co Łowicz

Postprzez » Pn mar 10, 2014 22:19

 

Re: Filmy Juliusza Machulskiego

Postprzez Stormbringer » Wt mar 11, 2014 16:39

Nie potrafię udzielić odpowiedzi w tej ankiecie.
Lubię większość filmów Juliusza Machulskiego. Bardzo trudno je porównywać.

Poniżej zamieszczam wybrane fragmenty wywiadu z Juliuszem Machulskim, przeprowadzonego przez Katarzynę Bielas i Jacka Szczerbę ("Seks był wabikiem"- "Gazeta Wyborcza"/"Duży Format"/01.09.2008 r.).

W "Seksmisji" są jednak aluzje do ówczesnej sytuacji, np. podpisywanie lojalki.
- Paradoksalnie pomógł nam stan wojenny. Życie podpowiedziało niektóre kwestie, np. to, że kobiety w "Seksmisji" noszą mundury. Niektóre powiedzenia, np. "Idziemy na wschód, tam musi być jakaś cywilizacja", wymyśliłem dopiero na planie. Autorem kilku jest Jerzy Stuhr, choćby tego, że po znalezieniu butelki po winie patykiem pisanym mówi: "Nasi tu byli".

W scenie kontroli granicznej w windzie celnicy mówią "Paszporty proszę" po niemiecku, a w scenariuszu było przecież po czesku.
- To ingerencja cenzury. Cenzor był wyjątkowym durniem, zapamiętałem jego nazwisko: Marcisz. Powiedział, że absolutnie nie może być po czesku. Zaproponował francuski. Nie zgodziłem się. "Może niemiecki" - mówię. A on: "Ale pod warunkiem, że zachodnioniemiecki". I na tym stanęło.
Specjalnie nakręciłem scenę, w której Stuhr pokazywał literę V, żeby rzucić ją na żer. Myślałem, że to im wystarczy. Jednak nie.
Były ingerencje ex post, kiedy film był już grany. Ponieważ ludzie wybuchali śmiechem po "Idziemy na wschód...", z cenzury wysyłali po całej Polsce telefonogramy do kin - widziałem taki na własne oczy - od jakiego stopażu do jakiego należy wyciąć kawałek taśmy. Napisałem list protestacyjny do "Kultury" i "Polityki", ale oni to wyrzucili do kosza. Rozmawiałem nawet z ówczesnym szefem kinematografii Jerzym Bajdorem. "Powiem panu cynicznie, że to może tylko przysporzyć filmowi widzów" - stwierdził. I tak się stało.


Film podbił ZSRR.
- Wycięli tam 40 minut, cały seks, zostawili tylko misję. Pewnie ideologicznie też pocięli, ale nie wiem co, na pewno zostawili: "Idziemy na wschód...", bo dla nich wschód to Chiny. Zrobili kompletnie nową czołówkę po polsku z tytułem "Nowe Amazonki", nad którym dali rosyjski napis "Nowyje Amazonki". Rosyjscy graficy postąpili tak samo jak z manifestem PKWN czy proklamacją Targowicy - że niby było po polsku, a oni tylko tłumaczą.
Film poszedł do ZSRR dzięki Gorbaczowowi. On był akurat w Warszawie i zepsuł mu się samolot. Miał trzy wolne godziny. Pyta towarzyszy: "Co wy tu macie do obejrzenia?". Ktoś szepnął: "Seksmisję". Podobno strasznie się śmiał i pozwolił to sprowadzić do Rosji. Po upadku komuny film szedł tam już bez cięć, normalnie.
Znajomi z Moskwy myśleli, że są jakieś zamieszki, taki tłum był na ulicy, a to stały kolejki na "Seksmisję". Tylko to jest w tej historii miłe, bo przecież żadnych tantiem z tego nie miałem, a film zobaczyło tam chyba 40 mln widzów.


Czy spodziewał się pan w Stanach ostrych reakcji feministek na "Seksmisję"?
- Kompletnie mnie to zaskoczyło. W 1984 roku w Minneapolis odbył się pokaz dla feministek, rozdano kartki, na których miały się wypowiedzieć. Z tych kartek wynikało, że film się podobał, ale powinien być zakazany, jak "Narodziny narodu" Griffitha, bo jest faszystowski, antyfeministyczny, szowinistyczny i seksistowski. Feministki były złe na siebie, że w trakcie oglądania były w tak szowinistycznym filmie za mężczyznami, i że jest to totalna manipulacja, jak w hitlerowskich Niemczech.
Byłem zaskoczony, bo nie mam takich poglądów i wręcz uciekałem od takiej wizji. Kiedy pisałem scenariusz, przychodzili do mnie koledzy i namawiali do odegrania się na kobietach. Mówili: "Dołóż im za nasze cierpienia, za wszystko". Ale ja nie wiedziałem, za co mam dołożyć i o co chodzi. Zawsze miałem bardzo dobre relacje z kobietami.


Ale na końcu okazuje się, że i tak rządzi facet.
- Dlatego jest źle. Jest beznadziejny, poza tym prawdopodobnie to impotent. Mnie się to wydawało fajnym, przewrotnym dramaturgicznie pomysłem: kobietami rządzi facet, który się ich boi.

W Polsce też film do tej pory się analizuje, nie tylko jako metaforę totalitaryzmu, ale także jako wyraz poglądów na temat seksualności i płci. Na przykład Agnieszka Graff w "Świecie bez kobiet" - że kobiety to ZOMO, a mężczyźni to opozycja. Dostrzega konserwatywną wizję męskości i kobiecości, ale nie potępia filmu. Jest pełna uznania dla autoironicznego humoru, wspólnej zabawy. Błażej Warkocki, autor książki "Homo niewiadomo. Polska proza wobec odmienności", w najnowszej "Krytyce Politycznej" pisze, że Jego Ekscelencja, grany przez Michnikowskiego, ma cechy przypisywane kulturowo gejom. Jest gejem, którego nikt nie widzi. Przebiera się za kobietę, bo musi, mieszka sam, jest emocjonalnie uzależniony od matki, opiekuje się papużkami, jest nieśmiały wobec kobiet. Co pan na to?
- No tak, to klisza. Artysta - od razu mówię, że nie uważam się za artystę - albo, szerzej, ktoś, kto coś tworzy, nie musi być do końca wszystkiego świadomy. Czasem to zbieg okoliczności. Było tak. Myślę: Facet jest sam, coś mu trzeba dać. Może kota? Ale kota trudno pokazać kamerą, bo jest nisko. Scenograf mówi: "Wiesz, to może lepiej papużki? Klatkę można zawiesić". W scenariuszu Ekscelencją była kobieta, ale przy próbnych zdjęciach okazało się, że lepiej w tej roli wypada facet. Czy jest gejem? Jest, a może nie jest. Nie wiem. Chyba jest aseksualny.

Podobno rozmawiał pan o "Seksmisji" z Miłoszem.
- Powiedział: "To przeszło w Polsce z powodu chłopskiego antyfeminizmu władzy komunistycznej".
To mi dało więcej do myślenia niż ataki amerykańskich feministek, o których sądziłem wtedy: no tak, ale one żyją w innym świecie.
W Stanach "Seksmisja" została obejrzana przez wszystkie tamtejsze studia filmowe. Zastanawiali się, czy nie zrobić remake'u. Wszystkim podobał się pomysł, ale obawiali się feministek, a nie wiedzieli, jaką zwrotnicę założyć, żeby film zwekslować na inny tor.


Juliusz Machulski o filmie "Vabank":
J.M. - W styczniu 1982 roku - gdy miałem 27 lat - byłem zaproszony z "Vabankiem" na festiwal do Manili.
- A sam festiwal?
J.M. - Marcosowie postanowili zrobić Cannes do potęgi azjatyckiej i to im się udawało. Wydali na festiwal z 10 mln dolarów. Wkrótce ich dyktatura zaczęła się sypać, za trzy lata już ich nie było. Zanim wyjechałem, chyba w listopadzie 1981 roku, w telewizji, w "Dzienniku", był news z Filipin. Myślę: O, fajnie, tam właśnie jadę. No i słyszę, że Marcosowie budują pałac festiwalowy, ale z powodu złej konstrukcji pałac się zapadł, grzebiąc robotników. Nie wyciągnęli tych trupów, tylko zalali cementem. Filipiny to skrzyżowanie inkwizycji z Hollywood.
- "Vabank" dostał wtedy nagrodę.
- To była najcięższa nagroda, jaką w życiu dostałem, dawali też medal i, do butonierki, miniaturę medalu. Medal osobiście przypinał mi prezydent Marcos. Zapytałem: "Czy pan widział film, panie prezydencie?". "Jeszcze nie" - odparł. Pamiętam, że kiedy robili nam zdjęcia z panią Marcos, Zanussi powiedział: "Radziłbym się nie uśmiechać". Ja: "Ale przecież jest tak miło". On: "Miło, owszem, ale wie pan, po latach to zdjęcie ktoś może wyciągnąć. Reżim Marcosów upadnie i powiedzą, że uśmiechnięty Machulski wspomina stare dobre czasy u boku państwa Marcosów".
_______________________________________________________

Film Juliusza Machulskiego: [size=14]"Ile waży koń trojański?"

[i]Film o przenoszeniu się w czasie, teleportacji do PRL-u i miłości ponadczasowej.

Sylwester 1999 roku. Zosia Albrecht-Radecka jest szczęśliwą żoną i matką. Jej drugie małżeństwo z Kubą jest bardzo udane. Córka Zosi, 12-letnia Florentyna uwielbia swojego ojczyma. Wydaje się, że już lepiej być nie może. Zosia ma jednak pretensję do losu, że nie poznała Jakuba 13 lat wcześniej. Kiedy obudzi się następnego dnia, okaże się, że jakimś cudem jej marzenie spełniło się i ma 13 lat mniej. Jest maj 1987 roku, u jej boku leży Darek, pierwszy mąż, Florki nie ma jeszcze na świecie, a za oknem panuje schyłkowy PRL! Kiedy Zosia zrozumie, że to nie jest senny koszmar, przystąpi do działania. Po pierwsze: musi szybciej uwolnić się od męża-tyrana, po drugie: wcześniej spotkać Kubę. Ale skoro Florki nie ma na świecie, a przecież Zosia bardzo jej pragnie, to musi ją mieć z Darkiem...

Seksmisja Juliusza Machulskiego z lat osiemdziesiątych przeniosła nas w odległą przyszłość wraz z dwoma mężczyznami. W trzecim tysiącleciu reżyser postanowił odwrócić całą tę historię o sto osiemdziesiąt stopni! Komedia Machulskiego „Ile waży koń trojański?” zabiera nas w podróż z czasów dzisiejszych prosto w lata osiemdziesiąte właśnie, a w miejsce Maksa i Alberta naszym przewodnikiem będzie Zosia (w tej roli Ilona Ostrowska). Mimo, że okres ten kojarzy się nieodłącznie z PRL’em, to w tej produkcji będzie to jedynie tło dla ponadczasowej historii o uczuciach. W filmie mogliśmy zobaczyć sporą dawkę efektów specjalnych wykorzystujących archiwalne zdjęcia z przywoływanego okresu.

Juliusz Machulski:
Taka historia mogłaby rozgrywać się wszędzie, w Nowym Jorku czy Paryżu, przeniesienie bohaterów w czasie wymagałoby jedynie zmiany kostiumów i powrotu do bardziej kanciastych samochodów. Ale jej spolonizowanie staje się prawdziwym wyzwaniem. Nie myślimy o tym na co dzień, ale w ciągu tamtych kilkunastu lat zmieniło się tak wiele: od natężenia ruchu na ulicach po nowe budynki. Minęła cała epoka, zmienił się nie tylko pejzaż miasta, ale przede wszystkim ludzka mentalność.
Gdy robiłem „Sushi”, nowelę do filmu o Solidarności, zauważyłem, że PRL bardzo śmiesznie wypada na ekranie: wąsy, tureckie swetry, kawa w szklankach… Postanowiłem ten sztafaż wykorzystać. Koledzy namawiali mnie, by pójść wzorem filmów Stanisława Barei, przypomnieć paradoksy tamtych czasów. Filmy Barei o PRL-u powstawały jednak w czasach PRL-u, były nie do końca wówczas docenianą satyrą. Jednak pójście ich tropem byłoby jedynie karykaturą, moim zdaniem - odwracającą uwagę od głównego tematu filmu. Przecież „Ile waży koń trojański?” jest filmem o uczuciach, o tym, o co warto zabiegać i co pielęgnować.
Juliusz Machulski, pytany do czego odnosi się tytuł filmu, odmówił wyjaśnień, tłumacząc, że zdaje się na intuicję widzów. Wyjawił, że scenariusz komedii jest w pewnym stopniu inspirowany jego własną biografią, a pierwowzór filmowej Zosi to jego żona.
Ważny element tej historii to, podkreślił Machulski, przedstawienie zmiany roli kobiety w społeczeństwie, jaka dokonała się w polskiej rzeczywistości w ciągu ostatnich 20 lat. "Zosia przenosząc się do PRL, cofa się do świata, w którym kobieta ma całkiem inny status społeczny" - zwrócił uwagę reżyser.
Jak powiedział, przeniesiona z 2000 r. wprost w realia późnych lat osiemdziesiątych bohaterka funkcjonuje w rzeczywistości PRL "niczym Marsjanka". "Te dwadzieścia lat wolności spowodowało, że kobiety przestały być zależne od mężczyzn, stały się silniejsze" - mówił reżyser.
Pytany, z czym kojarzy mu się okres PRL i czy uważa go za czas zabawny, Machulski odparł: "PRL kojarzy mi się przede wszystkim z codzienną udręką. Z przedłużającą się walką z niedziałającą spłuczką w toalecie, z poszukiwaniem najprostszych rzeczy, jak na przykład kawa".

Aktor Robert Więckiewicz, wspominając pracę na planie komedii, zwrócił uwagę na filmowe kostiumy odpowiadające polskiej modzie z lat osiemdziesiątych: "Te tureckie sweterki we wszystkich kolorach tęczy, dekatyzowane dżinsiki, białe skarpetki, mokasynki... Pomyślałem: dzięki, że już tego nie ma! To była jakaś masakra, te nasze stroje". :lol:

AmbaSSAda znów przenosi nas w czasie. Nie widziałem jeszcze tego filmu,ale w opinii wielu jest to typowe,dobre i dowcipne kino ze znakiem Q.
Stormbringer
 

Re: Filmy Juliusza Machulskiego

Postprzez Krecik » Wt mar 11, 2014 22:07

Mnie Ambassada nie ujeła.Znacznie bardziej cenie sobie Seksmisje,film kultowy i równie kultowy Vabank z nieocenionym ojcem reżysera. Z nowych podoba mi się jedynie Vinci.Ale nie można odebrać Machulskiemu tego że ma dryg do robienia dobrych filmów i zatrudniania fajnych aktorów.
Krecik
 

Re: Filmy Juliusza Machulskiego

Postprzez Rademenes » Śr mar 12, 2014 07:32

Zagłosowałem na Vabank,Seksmisje i Killera.
Rademenes
 

Re: Filmy Juliusza Machulskiego

Postprzez Villhaxa » Cz mar 13, 2014 22:32

Seksmisja - tego filmu, nie trzeba chyba nikomu przedstawiać!! Klasyka kina, każdy powinien ten film obejrzeć!!
Ciekawy pomysł reżyserski, genialna rola Jerzego Stuhra. Niesamowity film, szkoda że jeden z tych starych dobrych polskich filmów...Sama historia bardzo ciekawa-bo, czy jesteście w stanie wyobrazić sobie świat bez mężczyzn?
Poza tym bardzo lubię Vinci i Ile waży koń Trojański. Fajny pomysł,chociaż w pewnym momencie wydaje się ze Machulskiemu zabrakło koncepcji jak wyplątać sie z tych przenosin do lat 80 :D
Villhaxa
 

Re: Filmy Juliusza Machulskiego

Postprzez Kuba1983 » Pn maja 12, 2014 12:47

Machulski... Dla mnie 4 pierwsze filmy świetne, 5 bardzo słaby, a 6 bardzo dobry, potem już konsekwentnie i nieubłagalnie w dół. Ten 6 to oczywiście V.I.P. zapomniany i niedoceniony film tego reżysera, z brawurowymi rolami Malajkata, Peszka i dubbingiem Pietraszaka - co interesujące, jeden z niewielu jego filmów niebędących komediami, miejscami to wręcz dramat sensacyjny. No, a Vabanki, Seksmisja i Kingsajz to klasyka polskiej komedii, właściwie wstyd nie znać. Przy takich gigantach, Kiler wydaje się być prawdziwym liliputem, nie mówiąc już o Girl Guide czy Vincim :x
Kuba1983
 

Re: Filmy Juliusza Machulskiego

Postprzez roxana » Cz maja 15, 2014 06:03

Vabank,Kingsaiz i Seksmisja.Te trzy filmy cenię sobie najbardziej :P
roxana
 

Postprzez Carrie » So cze 21, 2014 13:24

Obejrzałam Ambassade,śmieszna,ale tego Więckiewicza za dużo troche obecnie. Z filmów Machulskiego najbardziej lubię Vabanki , Konia Trojańskiego i film (ciekawe czy ktoś zna) Kołysanka,który dziś wieczorem na Polsat Film. Super parodia horroru,ale boki można zrywać. :lol:
Carrie
 

Re: Filmy Juliusza Machulskiego

Postprzez Deimos » Pt paź 31, 2014 20:25

Carrie napisał(a):(...) Kołysanka,który dziś wieczorem na Polsat Film. Super parodia horroru,ale boki można zrywać. :lol:

I dziś znów jest tym razem na zwykłym Polsacie po "Tańcu z gwoźdźiami". Chętnie obejrzę. Niedawno pokazali Vabank, ciągle śmieszy tak samo jak Seksmisja i Kingsaiz. Lubię Machulskiego, choć np: Vinci mnie odrzuca. Wolę starsze filmy.
Deimos
 

Re: Filmy Juliusza Machulskiego

Postprzez LadyCora » So lis 01, 2014 11:21

I jak po "Kołysance"? Osobiście przełączyłam przy pierwszej przerwie reklamowej, nie moje klimaty ;)
Avatar użytkownika
LadyCora
Odkrywca
Odkrywca
 
Posty: 135
Dołączył(a): Cz gru 05, 2013 13:59

Postprzez » So lis 01, 2014 11:21

 

Następna strona

Powrót do W świecie filmu



Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron